Przed pierwszym stycznia kolejnego roku w ludzi wstępuje jakiś dziwny optymizm. Wydaje im się, że jak zmieni się numer roku to oni razem z nim. Przesądy nam mówią, że jaki pierwszy stycznia taki cały rok albo z kim spędzamy Sylwestra z tym będziemy spędzać ten rok itp. itd. Nie wierzę w te bzdury. Tak samo nie wierzę w postanowienia noworoczne. Z nich nic nie wychodzi. Nie jest to kwestia braku silnej woli, raczej przypływu nadmiaru pozytywnej energii z okazji zmiany daty, która sprawia, że pleciemy od rzeczy. W tym roku rzucę palenie, w tym roku schudnę itp itd to tylko brednie nawalonej endorfinami głowy.
Pierwszy stycznia to taki sam dzień jak każdy inny, więc jakie ma znaczenie co się wtedy dzieje? Każdego miesiąca mamy pierwszy jego dzień i wtedy nie mówimy, że jaki ten dzień taki cały miesiąc. Styczeń też jest po prostu kolejnym miesiącem. Co z tego, że z innym numerem roku?
Nie łudźmy się, że to cokolwiek zmienia. Nie zmienia nic. Żeby zmienić swoje życie/zachowanie nie jest potrzebna okrągła data tylko samozaparcie i silna wola.
Dzisiaj wracając z pracy tramwajem poczułam cudowny zapach, jeden z zapachów dzieciństwa. Aromat łudząco przypominający kruche ciastka posypane cukrem. Takie, które w dzieciństwie maczałam w herbacie, aż się rozpadały. Przywołało to wspomnienia z odwiedzin u Babci, która miała takie zawsze na stole. Ciepło jej pokoju, miłe światło i nastrój, który temu towarzyszył wywołał te same emocje, co kiedyś. Magia zapachu zadziałała na mnie tak mocno, że czułam się jakbym tam była. Młodsza o te piętnaście lat, nadal taka beztroska… Z tym zapachem kojarzą mi się też święta, gdy zbieraliśmy się u Babci po naszej domowej Wigilii. Tak jest od zawsze… Nie byłoby w tym wydarzeniu nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zapach ten pochodził ze świątecznej edycji papieru toaletowego z Rossmanna…
Już ponad rok mieszkam w Poznaniu. Ponad rok pracuję dla TP. Przez te wszystkie miesiące sporo zmieniło się w moim życiu. Ze skromnej studentki przekształciłam się w nieco bardziej pewną siebie pracowniczkę. Nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam tę wielką firmę od wewnątrz i mam realny wpływ na jej kształt, choć niewidoczny gołym okiem dla klientów.
Przez dziesięć miesięcy mieszkałam tu sama, każdy weekend spędzając poza miastem. Samotne chwile po pracy, rozmowy przez skype’a i te paskudne niedzielne wieczory, gdy wracałam z wojaży do pustych ścian były dla mnie sporym wyzwaniem i sprawdzianem. Minęły w mgnieniu oka, dzięki czemu już są przeszłością, do której wraca się raczej z musu niż z ochoty, ale za to z poczuciem wykonania planu zgodnie z założeniami…
Od lipca mieszkamy z Leszkiem w bardzo fajnym mieszkaniu w świetnej okolicy, skąd jest chyba najlepsze komunikacyjnie połączenie z centrum miasta. Wieczory spędzamy w bardzo różny sposób – od poznawania kulinarnej strony Poznania, po filmowe chwile we dwoje. Czasami pojawiają się u nas goście, których bardzo chętnie przyjmujemy w swe progi!
Nareszcie mamy swój kąt, w którym tworzymy własny ciepły świat…
W życiu nie przypuszczałabym, że wyemigruję akurat do Poznania. Był to zawsze świat postrzegany bardzo stereotypowo jako hermetyczny i odporny na ludzi „z zewnątrz”, pełen kiepskich szalonych kierowców (sic!) i skąpych niemiłych ludzi… Tak naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i nie chcę go wymieniać na żadne inne miasto!
Poznań jest zupełnie innym miastem niż Szczecin. Tutaj czuć rozwój, zmiany… Na każdym kroku dostrzegam coś co mnie zachwyca, rozbawia i inspiruje! To miasto nastraja mnie bardzo pozytywnie do życia… Ma w sobie coś, czego nie ma nigdzie indziej, do tego nadal pozostaje nieodkryte i świeże… Wkrótce nie będziemy tu sami, co cieszy jeszcze bardziej…
Już za rok. Już o 16:00 będziemy stąpać nową drogą… Ponoć te ostatnie 365 dni mija w tempie ekspresowym. Nie obejrzysz się, a tu już jesteś przed ołtarzem! Od tego momentu, 4 września 2009 roku, będę odliczać czas do tego wielkiego dnia, kiedy oboje przyrzekniemy sobie to, co dzisiaj jest tylko słowami rzuconymi tak sobie… Teraz już zawsze będzie mniej niż rok do naszego dnia… Nawet, gdy będzie już pięć lat po nim
Wiele planów, wiele pomysłów, nie tylko na ten jeden wieczór, ale też na to co później… I zrodził się dzisiaj pomysł na pierwszy taniec, a piosenka do niego nasunęła się przypadkowo…
Seria artykułów w RSSach:
95 lat Harcerstwa w Ostrzeszowie
42-latek wpadł na drzewo
20-latek hodował marihuanę
17-latek utopił się w jeziorze
12-latkowie okradali szafki na basenie
…wiek determinuje do działań
Już od trzech tygodni dane mi jest mieszkać w Poznaniu z Leszkiem. Dzięki temu czas mija o wiele przyjemniej i niestety szybciej. W tygodniu chodzę do pracy, gdzie wykonuję ciekawe zadania, po pracy w domu lub na mieście spędzamy razem czas – raz aktywnie, raz leniwie.
Mieszkamy teraz na bardzo fajnym i spokojnym osiedlu na końcu Poznania, skąd mamy świetne połączenie komunikacyjne do centrum, za oknem jedno małe centrum handlowe, więc niczego nam nie brakuje. Niestety, dopiero od wczorajszego popołudnia mamy tutaj stały internet z lokalnej kablówki. Miejmy nadzieję, że będzie działał dobrze (czyt. tak jak teraz).
W związku z tym, że już Internet powrócił, będę mogła zająć się projektami, o których od dłuższego czasu myślę. Teraz, gdy On jest blisko, powróciła moja chęć do działania. Mam również zamiar niedługo powrócić do porzuconego przed rokiem Zesta.
Exodus już zapewne czeka na mnie niecierpliwie
Zbieram się od dłuższego czasu do napisania długiego i mam nadzieję ciekawego wpisu o PKP na moim blogu… Będzie zawierał wiele przeżyć związanych z podróżowaniem pociągami, ale również informacji okołopodróżowych.
W ramach przedsmaku odsyłam do już opublikowanej części mojego wpisu, tym razem o kwestii wymiany biletów: tutaj
Od kilku miesięcy moja codzienność wygląda tak samo. Żyję spokojnie w Poznaniu, pracuję tutaj i zarabiam godne pieniądze. Jestem bardzo zadowolona z obrotu spraw. Do pełni szczęścia brakuje mi Leszka na miejscu, co nastąpi za parę miesięcy.
Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Od paru tygodni mam zwyżkę, dzięki której czuję się naprawdę świetnie. Więcej czasu poświęcam na relaks na świeżym powietrzu, czemu zdecydowanie sprzyja piękna pogoda.
Życie w Poznaniu podoba mi się o wiele bardziej niż w Szczecinie. Czuć wielką różnicę między tymi dwoma miastami – zarówno w mentalności ludzkiej, jak i klimacie oraz standardzie życia mieszkańców. Obraz poznaniaków przedstawiany nam w Szczecinku znacznie różni się od prawdy – w każdym razie stereotypowe myślenie poszło w zapomnienie. Teraz poznaniacy jawią się raczej jako osoby potrafiące wykorzystać zasoby, pogodne i dobrze ułożone niż skąpe cwaniaczki .
Wyjazd do Poznania był swoistym małżeństwem z miłości i rozsądku zarazem. Kryzysu tego związku na razie nie widać na horyzoncie…